czwartek, 19 marca 2015

To Survive #2


Ciągle się zastanawiałam, o co chodziło z wehikułem. Czy mógł zadziałać? Czy gdyby działał i coś poszło nie tak, to grozi nam apokalipsa? Te pytania krążyły mi ciągle w głowie. A ten sen? Wydawał się bardzo realistyczny. Przeraziło mnie to. Nigdy w śnie nic mnie nie bolało. A tu? Ból w kończynach. Szłam zamyślona jeszcze około 5 minut, póki nie doszłam na rynek. To co zobaczyłam wygięło mnie z równowagi. Całe tłumy biegające od sklepu do sklepu.
-Ludzie, o co wam chodzi.- pomyślałam. Stałam bezruchu i wgapiałam się w panikę.
Zauważyłam, że w sklepie z telewizorami włączył się program informacyjny, więc postanowiłam podejść i zobaczyć co się dzieje.
-Edward? Edward? Coś ty narobił! Napraw to! Szybko!- wykrzyczał przerażony dziennikarz. Serce zaczęło mi bić szybciej. Oczy otworzyłam najszerzej jak umiałam i wgapiałam się w obraz.
-Ja j-ja, to nie miało tak wyjść.- chwycił naukowiec się za głowę. -Nie da się! Próbuję!- klikał różne guziki.
Przeraziłam się. Łzy zaczęły mi spływać z oczów, warga zaczęła drzeć.
-Boże! Edward! Czyli grozi nam apokalipsa?! Zrób coś z tym!- mówił już spokojniejszym głosem, ale ciągle krzycząc dziennikarz. Naukowiec uklęknął i zaczął się modlić. Po chwili dodał.
-Boże. Nie chciałem. A-ale jakoś samo wyszło. Gdybyś mógł cofnąć czas. Gdybyś mógł, przynajmniej na tą chwilę, gdyby ktoś wbił mi troszkę rozumu do głowy, mógłbym oddać Ci moje życie. T-tylko uratuj tych bezbronnych ludzi. T-to nie ich wina! Przepraszam, przepraszam...- zaczął cicho płakać.
-Nie, nie. Nie! To nie może być prawda!- wiedziałam, że i tak umrzemy, ale nie chciałam by w ten sposób. Przecież jest dużo innych sposobów. Ale taki? Niepotrzebnie ludzie się dodatkowo stresują.
Po chwili zaczęła mnie boleć głowa. Postanowiłam pójść pod najbliższą kamienice i przeczekać, aż ból zniknie. Usiadłam opierając się o ścianę. Ból był tak cholernie upierdliwy, (xD) że nie mijał, tylko był coraz mocniejszy. Nagle wszystko ucichło. Zaczęło mi dzwonić w uszach, a przed oczami miałam mroczki.
-Ej. Wszystko dobrze?- spytał jakiś głos. -Może Cię odprowadzić?- dodał. Nie wiedziałam co mam zrobić. Apokalipsa, ból głowy, a teraz jakiś chłopak? Czemu nie panikuję jak wszyscy. Czemu nie wykupuje wszystkiego ze sklepów? Postanowiłam wyciągnąć głowę znad kolan. Ból przeszedł, a miasto się uspokoiło. Tak jakby była panika, przyszedł magik, zrobił pstryk i nic. Wszystko gra. Przypomniałam sobie, że chłopak czeka na odpowiedź i, że nie mogę już dłużej tak siedzieć.
-Tak. Wszystko dobrze. Tylko głowa mnie bolała.- odpowiedziałam. Byłam szczęśliwa, że to tylko cholerny sen. Że żadny kataklizm się nie wydarzył. Ale postanowiłam tego nie okazywać.
-Jestem Maja.- dodałam.
 ____________________________________________________________
_____________________________________________________________
No kochani. Dotrwaliśmy do kolejnego rozdziału. 
Jak Wam się podoba?

niedziela, 8 marca 2015

Already Close #5


*Oczami Jasia*

Nie wiem jak. Ani nie wiem gdzie, ale znajdę ją. Jedynie co mi po niej zostało (tak, wiem jak to brzmi) to malutki breloczek, chyba od bransoletki. Kojarzę skądś go. Właśnie. Skądś.
Spacerowałem jeszcze gdzieś z 5 minut, póki nie wpadłem na jakąś dziewczynę.
-Cholera!- przekląłem cicho. Po chwili namysłu postanowiłem przeprosić ją. „Przepraszam Zagapiłem się.”Dziewczyna spoglądała na mnie tak jakby skądś mnie znała.
-Nie, to ja przepraszam. A czy przypadkiem nie znamy się?- Spytała wesoło blondynka, podnosząc lewy nadgarstek w moją stronę.
Bransoleta z kawałkiem pizzy z modeliny? Czyżbym miał taki samy? Tak!
-Cholera. Nie rozpoznałem Cię... Zmieniłaś się.- Odpowiedziałem darząc przyjaciółkę ciepłym uśmiechem. Teraz jest całkiem inna. Wyższa, zgrabniejsza, przestała być płaska. Mógłbym patrzeć się na nią dalej póki nie zadała mi pytanie, na które i tak nie znałbym odpowiedzi, bo i tak nie słuchałem.
-Co?- spytałem i wróciłem do szarej rzeczywistości.
-Spytałam czy pójdziemy na pizze.- odpowiedziała wesoło.
-Jasne. Tylko odprowadzę psa... W ogóle wyładniałaś przez te lata.- wymówiłem bez namysłu. Co na to jak każda dziewczyna uśmiechnęła się. Kurde. Co ja gadam. Lepiej będzie, gdy przez tą drogę nie będę się odzywał.
Droga do domu mojej cioci i od domu do pizzerii minęła w ciszy. Jedynie to wymieniliśmy się kilkoma zdaniami, typu co robisz w Warszawie czy jak Ci mija dzień. Gdy dotarliśmy zamówiliśmy pizze. Naszą ulubioną z kurczakiem.
-Czemu nie jesz?- spytała z pełnymi ustami Agata.
-Jakoś źle mi z tym, że jemy ją bez naszej paczki. Marcina, Kuby... Ady. Ady...- powiedziałem z łzami w oczach. Po co ją spotkałem. Tylko przypomina me wszystkie wspomnienia. Wspomnienia, które nie wrócą. Które zostaną tylko w naszej pamięci. Te wszystkie spędzone razem dni, te nie przespane noce. One już nigdy nie wrócą. Zniknęły. Przepadły. Całkiem zapomniałam o Agacie. Ciągle o czymś gada, a ja jej ciągle przytakuje.
-Zapomnij o Adze. Ona już o Tobie zapomniała. Jesteś dla niej niczym. Ziarnem w piaskownicy. Mrówką w mrowisku. Śnieżynką w śniegu...- zaczęła rozwijać swój mądry, chodź trochę wredny monolog. No cóż... Agata zawsze była dość wredna, często mówili że szczera do bólu. Nie była już wesoła. Na jej twarz zakradł się wyraz bólu, a nawet żalu.
-Dość! Wystarczy... A w ogóle skąd to wiesz?- spytałem już wciekły. Nie mogłem znieść tego że Ady przyjaciółka ją obgaduję za jej plecami.
-Mówiła mi ostatnio. Ale zapomnij o tym. Nie chce się kłócić. Więc... dalej nie odpowiedziałeś mi co robisz w Warszawie.- zaczęła kolejny raz pytać o nic. To tak jakby mi się wydawało że Agata chce nastawić mnie przeciwko przyjaciółki. Ale lepiej jeszcze poczekać, nim od razu zarzucać.
-W domu robią remont.- odpowiedziałem gryząc drugi kawałek pizzy.
-A w ogóle jak Ada teraz wygląda?- dopytałem. Wiedząc że i tak nie dostanę odpowiedzi. Agata nigdy nie lubiła pokazywać zdjęć innych dziewczyn, tak jakby bała się że jest gorsza.
-Eh... no masz.- wyciągnęła telefon wyszukując w nim teraźniejsze zdjęcie Ady.
Gdy zobaczyłem ją zaniemówiłem. Nie mogłem uwierzyć że ta dziewczyna, którą szukam to właśnie Ada. Gdy oprzytomniałem powiedziałem do siebie:
-Boże... Co ja zrobiłem.
Postanowiłem jak najszybciej wyjść i zadzwonić do przyjaciółki. Gdy znalazłem się przed pizzerią, wyjąłem komórkę i wybrałem numer Ady.
-Podany numer nie istnieje. Proszę sprawdzić, czy numer jest dobrze wpisany.- powiedział głos z telefonu.
-Cholera!- przekląłem. Podbiegła do mnie Agata. Zaczęła upominać mi że pizza sama się nie zje. Ale nie słuchałem jej.
-Wiem!- pomyślałem.
-Przecież jak nie mam numeru Ady, to zobaczę czy jej dawna przyjaciółka ma. Boże. Ale ja byłem głupi.- dodałem. Zpowrotem wyjąłem telefon i tym razem wybrałem numer Kamili.
-Ptysiu. Chodź. Zjemy razem i wtedy zadzwonisz.- błagała mnie znajoma. Miałem ją w dupie. Teraz jedynie obchodziła mnie Ada. Agata powoli do mnie podchodziła. Gdy była już nos w nos, podniosła mi głowę znad Iphona i powiedziała:
-Sam tego chciałeś.
Ostrożnie musnęła moje wargi, podchodząc powoli do bardziej namiętnych pocałunków, aż stykaliśmy się językami. Szczerze? Podobało to mi się. Nagle przestała. Patrzyła mi się w oczy. Miała je karmelowe. Były takie, takie hipnotyzujące.
-To co? Idziemy jeść? Aha. Daj mi na chwile twój telefon. Oki?- zapytała pociągająco podnosząc brew. Już nic nie powiedziałem tylko twierdząco kiwnąłem głową i wręczyłem jej komórkę. Po chwili znaleźliśmy się w środku. Usiedliśmy z powrotem na swoje miejsca. Zaczęliśmy jeść. Przyjaciółka dalej grzebała mi w telefonie. Nie przeszkadzało mi to. Dalej byłem olśniony jej urokiem.
Po zjedzeniu posiłku, rozeszliśmy się we własne kierunki, oczywiście odprowadzając pannę.

wtorek, 3 marca 2015

To Survive #1

 Oke, ptysie. Naczynam nową serie To Survive. Hehehe xD Myśle że Wam się spodoba i zapraszam do czytania. :)
__________________________________________________________

 (...) Szłam jak zawsze w poniedziałki na miasto odprowadzić przyjaciółkę. Miał to być zwyczajny dzień. Nikt niczego się nie spodziewał, ale nagle niebo zaświeciło się na żółto. Zastanawiałyśmy się co to jest. Zauważyłyśmy kilka asteroid zbliżających się w naszym kierunku. Zaczełyśmy uciekać. Bałam się. Bałam się jak nigdy dotąd. Wiedziałam że nie mam szans. Wszyscy umrzemy. Zaczełam wierzyć we wszystkie bzdury, które słyszałam w telewizji.
-"Niedługo nastąpi koniec świata!" Lecz nie wierzyłam w nie, jak inni ludzie.
 Weszłam do pierwszych lepszych ścieków. Postanowiłam przeczekać. Płakałam. Jak miałam umierać to wolałam umierać z rodzicami. Bliskimi. Zaczełam odmawiać różaniec. Usłyszałam huk. (...)
 Obódziłam się. Byłam u siebie. Zaczełam się cieszyć. Że jestem z rodziną. Że to nie koniec.
-Kochanie. Dobrze się czujesz?- spytała troskliwa mama. Zaczełam płakać ze szczęścia, gdy usłyszałam ten głos. Nagle rzuciłam się na jej ramiona, mocno ją przytulając.
-Co? Tak. Miałam tylko koszmar.- odpowiedziałam dalej ją ściskając.
-Emilka już dzwoniła. Ubierz się i zejdź na śniadanie. Dziasiaj naleśniki.- powiedziała jak zawsze wesoło rodzicielka schodząc na dół.
-Okej. Pora wstać.- powiedziałam do siebie powoli wstawać z łóżka. Zdjełam pierwszą koszulę z szafki i wziełam dresy z fotela. W drodze do toalety rozmyślałam nad "snem" o dziwo był bardzo realistyczny. Aż za bardzo. (...) Gdy się przebrałam nałożyłam makijaż i zeszłam na śniadanie.
 -Mmmm naleśniki.- pomyślałam siadając na krzesło. Nałożyłam trzy naleśniki z nutellą i owocami i zabrałam się do jedzenia.
-To co Ci się śniło.-zapytał brat.
-Gówno. Nie bądź taki ciekawski. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.- odpowiedziałam chamsko. Nie chciałam tak powiedzieć. Zastanawiało mnie to że brat się o to pyta. Pierwszy raz się zdarzyło że Kuba się o coś mnie pyta. Po minie brata widać było że nie o to mu chodziło, ale nie miałam zamiaru opowiadać. Reszta śniadania minęła w ciszy. Po zjedzeniu poszłam się przebrać, bo przecież tak nie wyjdę. Jak zawsze ojciec oglądał telewizję, matka zmywała naczynia, a brat? Brat jak zwykle gdzieś poszedł.
-Stworzyłem właśnie maszynę do przekształcania ludzi w zombi.- powiedział jakiś głos z telewizji.
-Ludzi?- zapytał jakiś dziennikarz.
-Nie. Chciałem raczej powiedzieć szczątki po ludziach np. mięso itp.
Weszłam do pokoju. Miałam teraz dwie zagadki. Sen i te głosy z telewizji. Przebrałam się i wyszłam.
 __________________________________
I jak Wam się podoba? Jest ok? Czy go usunąć? A teraz kilka pytań do Was.
1.Czemu ten sen był realistyczny?
2.Czy brat coś ukrywa, że dopytuje się o sen?
3.Czy maszyna naukowca zadziała?
4.Jak myślicie, co będzie dalej?

Pamiętajcie że każdy komentarz mnie motywuje do dalszego działania.

czwartek, 26 lutego 2015

Already Close #4

"Łzy zbierały mi się w oczach. Jak on tak mógł. Najpierw pisze do mnie że mnie nienawidzi i nie chce mnie widzieć, a teraz chce się ze mną spotkać i nic nie wie?!
 -Przepraszam, a-ale muszę już iść."

*Oczami Jasia*
24.10.2014r 
 Przez cały czas myśle o tamtej dziewczynie. Była jakaś znajoma. Tak jakbym skądś ją kojarzył. No właśnie. Tylko skąd.
 Mówią zapomnij, zostaw. W morzu pływa wiele ryb. 
W myśli ciągle mam jej obraz. Jej szczupłą figurę, falowane brązowe włosy, no i te zniewalające zielone oczy. Widziałem w nich zgorzknienie. Czy ja coś jej zrobiłem, że tak nagle wyszła?
"-Przepraszam, a-ale muszę już iść." Nie wiem dlaczego, ale muszą ją odnaleźć. 
-Jasiek! Ile można Cię wołać!- wykrzyczała zdenerwowana ciotka. 
-A wołałaś? Przepraszam, zamyśliłem się. Która jest godzina? *zerka na zegarek* Cholera!- szepnąłem.
-Już 9:20. To ile ja leżałem? 2-3 godziny? A-a kiedy śniadanie?- wymówiłem, gdy zaburczało mi w brzuchu.
-No cały czas leży na biórku. Nie widziałeś? Przyniosłam je jakoś godzinę temu.-Odezwała się Ela. Po tej całej rozmowie wstałem z łóżka i kierowałem się w strone drzwi. Ściągnąłem z szafki nad komodą szelki i smycz. Po czym założyłem je Molly.
-Wyjdę z psem.- odezwałem się. Otworzyłem drzwi i wyszłem. 
-Może spotkam ją, albo jej koleżankę.- pomyślałem.
-Nie spotkasz jej. Masz szanse jak jeden do stu.- tylko te myśli przyniosił mi mózg. 

*W tym samym czasie*
*Oczami Ady*
-Misiu, wyjdź już. Nie możesz cały czas płakać- powiedziała mi mama. Leżałam cały czas pod kołdrą w Kubusia Puchatka i płakałam. Płakałam jak dziecko, które zgubiło zabawkę.
-Mogę! Nikt mi nie zabroni!- wykrzyczałam dławiąc się łzami. Nie wiem czemu tak powiedziałam. Zazwyczaj jestem miła dla rodziców, ale zmieniłam się. Zmieniłam się od czasu gdy Jaś wyjechał. 
-Boże... Ada. Nie myśl o nim. To przeszłość. Bądź silna. Właśnie. Silna.- nagle przestałam płakać. Gdy mama wyszła jak najszybciej zadzwoniłam do Oliwi by przyszła. (...)
 -Czemu dzwoniłaś z rana. Pali się?- wybełkotała jeszcze zaspana przyjaciółka.
-Może nie pali, ale chcę porozmawiać. Nie przez Facebook'a, ale w cztery oczy.- odpowiedziałam już spokojnym głosem.
-Okej... Płakałaś? I czemu wczoraj nie zadzwoniłaś po wiesz. No wiesz... randce?-Zapytała. Ostatni wyraz trudno przełknął mi przez gardło. Ciągle błąkał gdzieś w jamie ustniej. (Pozdro dla kumatych xD) Nie wiedziałam co jej powiedzieć. Przecież nie powiem jej że to był mój ex przyjaciel. No, ale jej teżnie ołamię.  Po chwili wypowiedziałam:
-Było ok.
-No ok. No ale jak! Całowaliście się?- spytała Oli z uśmiechem na twarzy.
-Co? Nie! Nie...- ostatni wyraz powiedziałam tak inaczej. Tak smutno.
-Ej. Mała. No co, ta randka nie wyszła co?- spytała rozpaczliwie przyjaciółka. Nie chciałam nic powiedzieć. I nie powiem jej prawdę.
-Nie. O co Ci chodzi? Wszystko jest dobrze.- powiedziałam z fałszywym uśmiechem.
-Jest dobrze.- powiedziałam prawie w myśli.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

poniedziałek, 23 lutego 2015

Already Close #3

*Oczami Ady* 
23.10.2014 r. Piątek
 Pierwszy dzień szkoły, a ja już zdążyłam wpaść w kłopoty. Ale też się zaprzyjaźnić. Jedynie Oliwia (tak się nazywa) podtrzymuje mnie na duchu. Dalej się czuję podle gdy myślę o tej wiadomości.
-Eh... zostały jeszcze dwie lekcje... kurde... która to sala 2b?- pomyślałam. -Może spytam się tego chłopaka? Wygląda miło.- Nagle przypomniały mi się słowa Tomka. „Pozory mylą (...)”.
-Ej! Czy ty przypadkiem nie masz lekcji? Migiem do klasy i nie widzę cię tu!- wykrzyczała jedna ze sprzątaczek, pokazując palcem na salę 2b.
Tak, tak, zamyślałam się.- Odpowiedziałam. Po części była to prawda, ale dziwne to by było odpowiedzieć że nie wie się gdzie jest lekcja.
Reszta lekcji minęła szybko. Ze szkoły poszłabym prosto do domu, ale zaczepiła mnie Oliwia i jakoś ten czas minął.
-Em... może, TAK WIEM! Pójdziemy do Star Bucks'a! -wykrzyczała podekscytowana koleżanka.
-No dobra, chętnie. -naprawdę nie chciałam iść do kawiarni. Nawet nie byłam obojętna. Po prostu chciałam być jak najszybciej w domu. Inaczej nie miałam innego wyboru. Gdybym powiedziała „nie” przyjaciółka miała by „focha”. I tyle w temacie.
 -W którym miesiącu się urodziłaś?- Zapytała Oli.
-Nie no, ty znowu z tymi horoskopami?- Zapytałam na pytanie. Gdy przyjaciółka zrobiła tą jej minę, wiedziałam że nie ustąpi.
-W sierpniu.
-W sierpniu powiadasz? Hm... O! Mam! Pisze że spotka Cię w nowym roku szkolnym stara bardzo Ci bliska przyjaźń, a, a twoje szczęśliwe dni to: 19.08, 15.11,23.10 i 31.12. -Przeczytała mi fragment z gazetki.
-Hah, a ty dalej wierzysz w ten kit? -Wybuchłam śmiechem. Ledwo co te słowa przeleciały przez moje usta. Po czym pomyślałam. -23? Przecież dziś jest 23. Dawna przyjaźń? Może to prawda? Wyjdzie w praniu. Czekaj, czekaj, czekaj. Ze szczęśliwym dniem, to może chodzi o 6 z matematyki? -Po głowie krążył mi tylko horoskop. Czasem jakoś weszły te dwa słowa od Oli. -Ada uważaj. Nie myśl o niebieskich migdałach, patrz przed siebie. -Oliwia miała rację.
 Nagle przed oczami wyskoczył mi jakiś chłopak, byłam na ziemi. Moje książki leżały gdzieś przy mnie. Chciałam oskarzyć chłopaka, ale powiedział. -Przepraszam, to moja wina. Jestem Jaś. Może... spotkamy się w Star Bucks'ie jutro o 13?- Trzecie zdanie powiedział tak inaczej, tak słodko, znajomo. Lecz nie wiedziałam co powiedzieć, jego głos kogoś mi przypominał, właśnie. Kogoś...
Z moich zamyśleń wyrwał mnie głoś koleżanki.
-Jasne że przyjdzie.
-Super! To jesteśmy umówieni. -Powiedział wesoło chłopak. Nie wiem czemu, ale czułam się dobrze przy nim. Jak bym znała go od zawsze.
-Boże... Ada ogarnij się, dopiero miałaś chłopaka. Nie możesz zmieniać chłopaków jak skarpetki. -Powiedziałam po cichu do siebie.
Szłyśmy nie odzywając się do siebie, dopóki chłopak nie usunie się z pola wiedzenia wykrzyczałam
-I co! Wesoła jesteś?
-Ada, o co Ci chodzi? Nie podoba Ci się że umówiłam Cię z przystojnym chłopakiem? PRZYSTOJNYM!- Odpowiedziała oburzona Oliwia.
- Nie, jest ok tylko... tylko bardzo kogoś mi przypomina. Za bardzo...

       24.10.2014 r. Sobota
 Dobiegała 12. Powoli się zbierałam na „randkę z nieznajomym”. Założyłam sukienkę, szpilki, jakieś kolczyki z H&M'u, założyłam kurtkę i wyszłam.
 Jeszcze raz sprawdziłam godzinę w telefonie, była 12.57. Weszłam do środka kawiarni. Zauważyłam go. Siedział naprzeciw mnie. Podeszłam i usiadłam na krześle obok.
-Chcesz coś do picia?- Spytał chłopak. Zatkało mnie.
-Ee... tak. Poproszę zwyczajną czekoladę. -Powiedziałam cicho.
-A co tak cicho? Nie gryzę.- Powiedział dalej uśmiechnięty.
-Tak jakoś. -Skłamałam. Szczerze? Kojarzyłam go. Tylko skąd.
 Rozmawialiśmy jeszcze z 10 minut. Póki przypomniało mi się. -Te pieprzyki, te oczy, aparat na zęby, chrypka w głosie... Tak, TAK WIEM! WIEM KIM ON JEST! TO T-TO...-Przerwałam myśli, by zastanawić się czy nie pomyliłam się. -Nie Ada, miałaś rację to, Jaś...
Zostałam w Star Bucks'ie jeszcze 5 minut, by przemyśleć to co widzę. Łzy zbierały mi się w oczach. Jak on tak mógł. Najpierw pisze do mnie że mnie nienawidzi i nie chce mnie widzieć, a teraz chce się ze mną spotkać i nic nie wie?!
 -Przepraszam, a-ale muszę już iść.

piątek, 20 lutego 2015

Already Close #2


*Oczami Ady*
01.09.2013

-Gdzie jesteśmy?- Spytałam oschle. -W Warszawie. Nie podoba Ci się?- Odpowiedział Tomek. -Nie, podoba, jak i miasto. Tylko bym wolała być tam gdzie Jaś. -Odpowiedziałam z nutką nadziei na niemożliwe. -O Boże. Jaś, Jaś, Jaś, tylko on Ci w głowię! Nie umiesz innych słów?-Wykrzyczał brat. -Wiesz co nienawidzę Cię! -Wykrzyczałam. Pobiegłam do rodziców spytać się gdzie jest mój pokój. -Schodami w górę i pierwsze drzwi na lewo. -Odpowiedziała mama.
Nie mogłam uwierzyć. Wszystko było już na miejscu, ale odwiedziły mnie nowe firanki, dywan, łóżko, poduszki i inne dodatki. Ściana była brzoskwiniowa. Na prawo od drzwi było wielkie okno, a przed nim łóżko. Na przeciw łóżka stało biurko, a na prawo od niego stała szafa i komoda ze starego domu. Dywan i zasłony były miętowe, jak poduszki i pościel. Na oknie stały dwa kaktusy, a cały pokój zdobiły światełka przywieszone do sufitu. Najbardziej ucieszył mnie fotel przywieszony do sufitu. Był piękny. (Oczywiście był miętowy.)
Nagle zapomniałam o całym zajściu z bratem. Cieszyłam się jak dziecko, które dostało nową zabawkę, lecz lepszą wiadomością było to że 02 do 03 września zostaje w domu, by zapoznać okolicę.

*Oczami Tomka*

02.09.2013
Specialnie wstałem wcześniej by zrobić „dywersję”. Plan polegał na tym by z konta Jana (czy tam Jasia, wisi mi to) napisać coś Adze. (Jeszcze nie wiem co) Ma ona jego hasło zapisane w zeszycie z kotem. (Ja na jego miejscu bym nie podawał hasła Adze.) Ada powinna go znienawidzić i o nim zapomnieć.
Więc jestem w jej pokoju. Gorzej by było gdyby się obudziła. […] Wszystko poszło gładko. Napisałem to co miałem i oczywiście usunąłem tę wiadomość na jego poczcie.

*Oczami Ady*

Wstałam ok. 8-ej. Jak co rano weszłam na Ask'a, Facebook'a, Instagram'a Tumblr'a itd. zobaczyć czy nie ma czegoś nowego. Była. Była wiadomość od Jasia. Ucieszyłam się. Myślałam że to będzie jeden z lepszych dni. Myliłam się. Gdy przeczytałam treść spowarzniałam, a na twarz skradł się smutek i zgorzknienie. Zawiodłam się na nim, na całej tej przyjaźni. A mówił że obiecuje, będzie zawsze. Oczywiście kłamał. 
 
Przez połowę dnia leżałam w łóżku i płakałam.
-Wszystko dobrze? -Spytał Tomek. -Nie, jak może być dobrze, gdy najlepszy przyjaciel okazuje się być dupkiem? -Powiedziałam dławiąc się łzami. -Wiesz... Często pozory mylą, a ludzie zawodzą. Żyj chwilą, a nie przejmuj się jakimś zasrańcem. -Odpowiedział uśmiechnięty brat i wyszedł. Pocieszył mnie. Tylko jedyne co mnie dziwiło to czemu był uśmiechnięty. -To nie może być prawda, on taki nie jest. Ale czemu akurat dziś?- Powtórzyłam sobie to pytanie jeszcze raz, po czym wyszłam.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i jest 3 część. Jak myślicie jest w miare ok? Pamiętajcie że komentarze mnie motywują do dalszego działania. Trzymajcie się i papatki <3
 

czwartek, 19 lutego 2015

Already Close #1

Already Close #1         

  *Oczami Ady (wspomnienia)*

31.08.2013
-Drogi pamiętniku, eh… Nie, za dużo razy tak pisałam. Może… Kochany Pamiętniku? Boże Ada ogarnij się.- Powiedziałam do siebie. -Ok, ale mniejsza o to.- Pomyślałam.-
-Powiedzmy że zacznę tak:-
Pamiętniku, powoli rozumiem to co się stało, bywa tak, a z losem nikt nie wygra. Sama nie wiem. Jutro pierwszy rok szkolny, nowa klasa, nauczyciele, znajomości, zobaczymy co z tego będzie.”
Nagle z zamyśleń wyrwał mnie głos rodziców. -Kochanie!- Zawołała mama. -Co!- Odpowiedziałam z zarzutami. -Mogłabyś na chwilę zejść?- Spytała matka. -Chwila.- Ubrałam pierwsze lepsze dresy z fotela i zeszłam do salonu. -Kochanie, chcieliśmy Ci to wcześniej powiedzieć, ale znamy Cię na tyle dobrze, że byś się nie zgodziła.- Powiedział spokojnie tato. -Na co bym się nie zgodziła?! C-chcecie mnie wysłać na wymianę uczniowską?!- Wykrzyczałam. -Nie, nie o to chodzi.- Odpowiedziała stanowczo mama. -Jak nie o to, to o co?- Spytałam zaciekawiona. -Przeprowadzamy się.- Powiedział rodzic. Nie mogłam w to uwierzyć. Nic nie powiedziałam tylko pobiegłam do pokoju. Czułam się okropnie, nie tak jak po stracie przyjaciela, gorzej.
Nie wiem, może by było mi lepiej, gdyby powiedzieli mi to np. tydzień wcześniej, a nie dzień przed nowym rokiem szkolnym.
Usiadłam na łóżko i zaczęłam przeglądać Facebook’a. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Zanim zdążyłam się odwrócić usłyszałam „Do 17-nastej jesteś spakowana.” Już wiem. Wiem że to była mama. Gdy spojrzałam na to z innej strony to nawet dobrze. Tak czy siak nie miałam tu przyjaciół, każdy uważał mnie za dziwaka, że przyjaźniłam się TYLKO z Jasiem. Niektórzy uważali nas za papużki nierozłączki.
Jest w tej przeprowadzce plus: że zaprzyjaźnię się z kimś. Przecież Jaś zawsze mi powtarzał „Stojąc w miejscu nigdzie nie dojdziesz”. Miał rację. Nie mogę żyć przeszłością. Założę się że Jaś jest tam szczęśliwy, ma przyjaciół i pewnie dziewczynę. Właśnie, dziewczynę…

*45 minut później*
Pamiętniku, prawie się spakowałam, zostały mi tylko ubrania i jakieś duperele. Cieszę się że wyjeżdżam. Później jeszcze coś dopiszę.

*17-sta*
Jestem już spakowana, a ciężarówka już przyjechała. Smutno mi będzie, nie powiem.
Weszłam ostatni raz do „mojej świątyni” stała się pusta. Ściany zbladły, znikły plakaty, pozostała jedynie plama na suficie z czekolady. Przypomniałam sobię że Janek ją tam wrzucił, bo wystraszył się kota sąsiadki. Nawet nie wiem kiedy gorzka pojedyncza łza spłyneła mi z oka. -Ada chodź już.- Usłyszałam głos brata. Posłuchałam go. Otarłam łze i wyruszyłam. W aucie zamilkłam, a nawet się wyłączyłam. Jedynym słowem, które usłyszałam było Warszawa.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Okej, to tyle. Pamiętajcie. Im więcej komętarzy, tym szybciej będą się pojawiać części i bardziej motywują do dalszego działania.  Trzymajcie się <3

sobota, 10 stycznia 2015

Bohaterowie i prolog

              Bohaterowie

Ona, nieśmiała 17-sto letnia szatynka o imieniu Ada mieszka w Katowicach, lecz jej tato dostał pracę w Warszawie. Po przeprowadzce nauczyła się wielu nowych rzeczy. Przez zmienienie domu zmieniła się, nie do poznania. Wstąpiła do 3WDH (3 Wielopoziomowa Dróżyna Harcerska). M.in. dowiedziała się że trzeba być twardym. Interesuje się sportem, terenoznactwem i muzyką. Jej najlepszym przyjacielem był Jaś.

Jaś, nieśmiały 18-sto letni szatyn z Katowic rok przed Adą przeprowadził się do Legnicy. Od dawna chciał zostać youtuberem i nakręcić pierwszy film/vlog.
Od 7-ego roku życia przyjaźnił się z Adą, byli nie rozłączni. Nie rozłączni, dopóki nie zjawił się on.


Prolog

22.07.2012 Katowice
*Oczami Ady*

-Ale będziesz dzwonić?- spytałam cicho ze smutkiem. -Będe.- wyszeptał Jaś. -Obiecujesz?
-Obiecuję...
I tak właśnie ślad po chłopaku zaginął.

Gdy wróciłam do domu nie mogłam uwierzyć że go już tu nie ma. Nie mogłam uwierzyć że jest już w drodze. W drodze do nowego życia... A, co jeżeli o mnie zapomnie? Co jeżeli pozna „inną”? Nie. Nie!- wykrzyczałam. -Ada, nie możesz wpaść w zazdrość!
Wkurzyłam się na samą siebie i ze złości żuciłam poduszką.
Dlaczego?- pomyślałam. Dlaczego...-za drugim razem powiedziałam nie co głośniej, ale tak że nikt ze mną w jednym pokoju by tego nie usłyszał...