niedziela, 8 marca 2015

Already Close #5


*Oczami Jasia*

Nie wiem jak. Ani nie wiem gdzie, ale znajdę ją. Jedynie co mi po niej zostało (tak, wiem jak to brzmi) to malutki breloczek, chyba od bransoletki. Kojarzę skądś go. Właśnie. Skądś.
Spacerowałem jeszcze gdzieś z 5 minut, póki nie wpadłem na jakąś dziewczynę.
-Cholera!- przekląłem cicho. Po chwili namysłu postanowiłem przeprosić ją. „Przepraszam Zagapiłem się.”Dziewczyna spoglądała na mnie tak jakby skądś mnie znała.
-Nie, to ja przepraszam. A czy przypadkiem nie znamy się?- Spytała wesoło blondynka, podnosząc lewy nadgarstek w moją stronę.
Bransoleta z kawałkiem pizzy z modeliny? Czyżbym miał taki samy? Tak!
-Cholera. Nie rozpoznałem Cię... Zmieniłaś się.- Odpowiedziałem darząc przyjaciółkę ciepłym uśmiechem. Teraz jest całkiem inna. Wyższa, zgrabniejsza, przestała być płaska. Mógłbym patrzeć się na nią dalej póki nie zadała mi pytanie, na które i tak nie znałbym odpowiedzi, bo i tak nie słuchałem.
-Co?- spytałem i wróciłem do szarej rzeczywistości.
-Spytałam czy pójdziemy na pizze.- odpowiedziała wesoło.
-Jasne. Tylko odprowadzę psa... W ogóle wyładniałaś przez te lata.- wymówiłem bez namysłu. Co na to jak każda dziewczyna uśmiechnęła się. Kurde. Co ja gadam. Lepiej będzie, gdy przez tą drogę nie będę się odzywał.
Droga do domu mojej cioci i od domu do pizzerii minęła w ciszy. Jedynie to wymieniliśmy się kilkoma zdaniami, typu co robisz w Warszawie czy jak Ci mija dzień. Gdy dotarliśmy zamówiliśmy pizze. Naszą ulubioną z kurczakiem.
-Czemu nie jesz?- spytała z pełnymi ustami Agata.
-Jakoś źle mi z tym, że jemy ją bez naszej paczki. Marcina, Kuby... Ady. Ady...- powiedziałem z łzami w oczach. Po co ją spotkałem. Tylko przypomina me wszystkie wspomnienia. Wspomnienia, które nie wrócą. Które zostaną tylko w naszej pamięci. Te wszystkie spędzone razem dni, te nie przespane noce. One już nigdy nie wrócą. Zniknęły. Przepadły. Całkiem zapomniałam o Agacie. Ciągle o czymś gada, a ja jej ciągle przytakuje.
-Zapomnij o Adze. Ona już o Tobie zapomniała. Jesteś dla niej niczym. Ziarnem w piaskownicy. Mrówką w mrowisku. Śnieżynką w śniegu...- zaczęła rozwijać swój mądry, chodź trochę wredny monolog. No cóż... Agata zawsze była dość wredna, często mówili że szczera do bólu. Nie była już wesoła. Na jej twarz zakradł się wyraz bólu, a nawet żalu.
-Dość! Wystarczy... A w ogóle skąd to wiesz?- spytałem już wciekły. Nie mogłem znieść tego że Ady przyjaciółka ją obgaduję za jej plecami.
-Mówiła mi ostatnio. Ale zapomnij o tym. Nie chce się kłócić. Więc... dalej nie odpowiedziałeś mi co robisz w Warszawie.- zaczęła kolejny raz pytać o nic. To tak jakby mi się wydawało że Agata chce nastawić mnie przeciwko przyjaciółki. Ale lepiej jeszcze poczekać, nim od razu zarzucać.
-W domu robią remont.- odpowiedziałem gryząc drugi kawałek pizzy.
-A w ogóle jak Ada teraz wygląda?- dopytałem. Wiedząc że i tak nie dostanę odpowiedzi. Agata nigdy nie lubiła pokazywać zdjęć innych dziewczyn, tak jakby bała się że jest gorsza.
-Eh... no masz.- wyciągnęła telefon wyszukując w nim teraźniejsze zdjęcie Ady.
Gdy zobaczyłem ją zaniemówiłem. Nie mogłem uwierzyć że ta dziewczyna, którą szukam to właśnie Ada. Gdy oprzytomniałem powiedziałem do siebie:
-Boże... Co ja zrobiłem.
Postanowiłem jak najszybciej wyjść i zadzwonić do przyjaciółki. Gdy znalazłem się przed pizzerią, wyjąłem komórkę i wybrałem numer Ady.
-Podany numer nie istnieje. Proszę sprawdzić, czy numer jest dobrze wpisany.- powiedział głos z telefonu.
-Cholera!- przekląłem. Podbiegła do mnie Agata. Zaczęła upominać mi że pizza sama się nie zje. Ale nie słuchałem jej.
-Wiem!- pomyślałem.
-Przecież jak nie mam numeru Ady, to zobaczę czy jej dawna przyjaciółka ma. Boże. Ale ja byłem głupi.- dodałem. Zpowrotem wyjąłem telefon i tym razem wybrałem numer Kamili.
-Ptysiu. Chodź. Zjemy razem i wtedy zadzwonisz.- błagała mnie znajoma. Miałem ją w dupie. Teraz jedynie obchodziła mnie Ada. Agata powoli do mnie podchodziła. Gdy była już nos w nos, podniosła mi głowę znad Iphona i powiedziała:
-Sam tego chciałeś.
Ostrożnie musnęła moje wargi, podchodząc powoli do bardziej namiętnych pocałunków, aż stykaliśmy się językami. Szczerze? Podobało to mi się. Nagle przestała. Patrzyła mi się w oczy. Miała je karmelowe. Były takie, takie hipnotyzujące.
-To co? Idziemy jeść? Aha. Daj mi na chwile twój telefon. Oki?- zapytała pociągająco podnosząc brew. Już nic nie powiedziałem tylko twierdząco kiwnąłem głową i wręczyłem jej komórkę. Po chwili znaleźliśmy się w środku. Usiedliśmy z powrotem na swoje miejsca. Zaczęliśmy jeść. Przyjaciółka dalej grzebała mi w telefonie. Nie przeszkadzało mi to. Dalej byłem olśniony jej urokiem.
Po zjedzeniu posiłku, rozeszliśmy się we własne kierunki, oczywiście odprowadzając pannę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz