czwartek, 19 marca 2015

To Survive #2


Ciągle się zastanawiałam, o co chodziło z wehikułem. Czy mógł zadziałać? Czy gdyby działał i coś poszło nie tak, to grozi nam apokalipsa? Te pytania krążyły mi ciągle w głowie. A ten sen? Wydawał się bardzo realistyczny. Przeraziło mnie to. Nigdy w śnie nic mnie nie bolało. A tu? Ból w kończynach. Szłam zamyślona jeszcze około 5 minut, póki nie doszłam na rynek. To co zobaczyłam wygięło mnie z równowagi. Całe tłumy biegające od sklepu do sklepu.
-Ludzie, o co wam chodzi.- pomyślałam. Stałam bezruchu i wgapiałam się w panikę.
Zauważyłam, że w sklepie z telewizorami włączył się program informacyjny, więc postanowiłam podejść i zobaczyć co się dzieje.
-Edward? Edward? Coś ty narobił! Napraw to! Szybko!- wykrzyczał przerażony dziennikarz. Serce zaczęło mi bić szybciej. Oczy otworzyłam najszerzej jak umiałam i wgapiałam się w obraz.
-Ja j-ja, to nie miało tak wyjść.- chwycił naukowiec się za głowę. -Nie da się! Próbuję!- klikał różne guziki.
Przeraziłam się. Łzy zaczęły mi spływać z oczów, warga zaczęła drzeć.
-Boże! Edward! Czyli grozi nam apokalipsa?! Zrób coś z tym!- mówił już spokojniejszym głosem, ale ciągle krzycząc dziennikarz. Naukowiec uklęknął i zaczął się modlić. Po chwili dodał.
-Boże. Nie chciałem. A-ale jakoś samo wyszło. Gdybyś mógł cofnąć czas. Gdybyś mógł, przynajmniej na tą chwilę, gdyby ktoś wbił mi troszkę rozumu do głowy, mógłbym oddać Ci moje życie. T-tylko uratuj tych bezbronnych ludzi. T-to nie ich wina! Przepraszam, przepraszam...- zaczął cicho płakać.
-Nie, nie. Nie! To nie może być prawda!- wiedziałam, że i tak umrzemy, ale nie chciałam by w ten sposób. Przecież jest dużo innych sposobów. Ale taki? Niepotrzebnie ludzie się dodatkowo stresują.
Po chwili zaczęła mnie boleć głowa. Postanowiłam pójść pod najbliższą kamienice i przeczekać, aż ból zniknie. Usiadłam opierając się o ścianę. Ból był tak cholernie upierdliwy, (xD) że nie mijał, tylko był coraz mocniejszy. Nagle wszystko ucichło. Zaczęło mi dzwonić w uszach, a przed oczami miałam mroczki.
-Ej. Wszystko dobrze?- spytał jakiś głos. -Może Cię odprowadzić?- dodał. Nie wiedziałam co mam zrobić. Apokalipsa, ból głowy, a teraz jakiś chłopak? Czemu nie panikuję jak wszyscy. Czemu nie wykupuje wszystkiego ze sklepów? Postanowiłam wyciągnąć głowę znad kolan. Ból przeszedł, a miasto się uspokoiło. Tak jakby była panika, przyszedł magik, zrobił pstryk i nic. Wszystko gra. Przypomniałam sobie, że chłopak czeka na odpowiedź i, że nie mogę już dłużej tak siedzieć.
-Tak. Wszystko dobrze. Tylko głowa mnie bolała.- odpowiedziałam. Byłam szczęśliwa, że to tylko cholerny sen. Że żadny kataklizm się nie wydarzył. Ale postanowiłam tego nie okazywać.
-Jestem Maja.- dodałam.
 ____________________________________________________________
_____________________________________________________________
No kochani. Dotrwaliśmy do kolejnego rozdziału. 
Jak Wam się podoba?

niedziela, 8 marca 2015

Already Close #5


*Oczami Jasia*

Nie wiem jak. Ani nie wiem gdzie, ale znajdę ją. Jedynie co mi po niej zostało (tak, wiem jak to brzmi) to malutki breloczek, chyba od bransoletki. Kojarzę skądś go. Właśnie. Skądś.
Spacerowałem jeszcze gdzieś z 5 minut, póki nie wpadłem na jakąś dziewczynę.
-Cholera!- przekląłem cicho. Po chwili namysłu postanowiłem przeprosić ją. „Przepraszam Zagapiłem się.”Dziewczyna spoglądała na mnie tak jakby skądś mnie znała.
-Nie, to ja przepraszam. A czy przypadkiem nie znamy się?- Spytała wesoło blondynka, podnosząc lewy nadgarstek w moją stronę.
Bransoleta z kawałkiem pizzy z modeliny? Czyżbym miał taki samy? Tak!
-Cholera. Nie rozpoznałem Cię... Zmieniłaś się.- Odpowiedziałem darząc przyjaciółkę ciepłym uśmiechem. Teraz jest całkiem inna. Wyższa, zgrabniejsza, przestała być płaska. Mógłbym patrzeć się na nią dalej póki nie zadała mi pytanie, na które i tak nie znałbym odpowiedzi, bo i tak nie słuchałem.
-Co?- spytałem i wróciłem do szarej rzeczywistości.
-Spytałam czy pójdziemy na pizze.- odpowiedziała wesoło.
-Jasne. Tylko odprowadzę psa... W ogóle wyładniałaś przez te lata.- wymówiłem bez namysłu. Co na to jak każda dziewczyna uśmiechnęła się. Kurde. Co ja gadam. Lepiej będzie, gdy przez tą drogę nie będę się odzywał.
Droga do domu mojej cioci i od domu do pizzerii minęła w ciszy. Jedynie to wymieniliśmy się kilkoma zdaniami, typu co robisz w Warszawie czy jak Ci mija dzień. Gdy dotarliśmy zamówiliśmy pizze. Naszą ulubioną z kurczakiem.
-Czemu nie jesz?- spytała z pełnymi ustami Agata.
-Jakoś źle mi z tym, że jemy ją bez naszej paczki. Marcina, Kuby... Ady. Ady...- powiedziałem z łzami w oczach. Po co ją spotkałem. Tylko przypomina me wszystkie wspomnienia. Wspomnienia, które nie wrócą. Które zostaną tylko w naszej pamięci. Te wszystkie spędzone razem dni, te nie przespane noce. One już nigdy nie wrócą. Zniknęły. Przepadły. Całkiem zapomniałam o Agacie. Ciągle o czymś gada, a ja jej ciągle przytakuje.
-Zapomnij o Adze. Ona już o Tobie zapomniała. Jesteś dla niej niczym. Ziarnem w piaskownicy. Mrówką w mrowisku. Śnieżynką w śniegu...- zaczęła rozwijać swój mądry, chodź trochę wredny monolog. No cóż... Agata zawsze była dość wredna, często mówili że szczera do bólu. Nie była już wesoła. Na jej twarz zakradł się wyraz bólu, a nawet żalu.
-Dość! Wystarczy... A w ogóle skąd to wiesz?- spytałem już wciekły. Nie mogłem znieść tego że Ady przyjaciółka ją obgaduję za jej plecami.
-Mówiła mi ostatnio. Ale zapomnij o tym. Nie chce się kłócić. Więc... dalej nie odpowiedziałeś mi co robisz w Warszawie.- zaczęła kolejny raz pytać o nic. To tak jakby mi się wydawało że Agata chce nastawić mnie przeciwko przyjaciółki. Ale lepiej jeszcze poczekać, nim od razu zarzucać.
-W domu robią remont.- odpowiedziałem gryząc drugi kawałek pizzy.
-A w ogóle jak Ada teraz wygląda?- dopytałem. Wiedząc że i tak nie dostanę odpowiedzi. Agata nigdy nie lubiła pokazywać zdjęć innych dziewczyn, tak jakby bała się że jest gorsza.
-Eh... no masz.- wyciągnęła telefon wyszukując w nim teraźniejsze zdjęcie Ady.
Gdy zobaczyłem ją zaniemówiłem. Nie mogłem uwierzyć że ta dziewczyna, którą szukam to właśnie Ada. Gdy oprzytomniałem powiedziałem do siebie:
-Boże... Co ja zrobiłem.
Postanowiłem jak najszybciej wyjść i zadzwonić do przyjaciółki. Gdy znalazłem się przed pizzerią, wyjąłem komórkę i wybrałem numer Ady.
-Podany numer nie istnieje. Proszę sprawdzić, czy numer jest dobrze wpisany.- powiedział głos z telefonu.
-Cholera!- przekląłem. Podbiegła do mnie Agata. Zaczęła upominać mi że pizza sama się nie zje. Ale nie słuchałem jej.
-Wiem!- pomyślałem.
-Przecież jak nie mam numeru Ady, to zobaczę czy jej dawna przyjaciółka ma. Boże. Ale ja byłem głupi.- dodałem. Zpowrotem wyjąłem telefon i tym razem wybrałem numer Kamili.
-Ptysiu. Chodź. Zjemy razem i wtedy zadzwonisz.- błagała mnie znajoma. Miałem ją w dupie. Teraz jedynie obchodziła mnie Ada. Agata powoli do mnie podchodziła. Gdy była już nos w nos, podniosła mi głowę znad Iphona i powiedziała:
-Sam tego chciałeś.
Ostrożnie musnęła moje wargi, podchodząc powoli do bardziej namiętnych pocałunków, aż stykaliśmy się językami. Szczerze? Podobało to mi się. Nagle przestała. Patrzyła mi się w oczy. Miała je karmelowe. Były takie, takie hipnotyzujące.
-To co? Idziemy jeść? Aha. Daj mi na chwile twój telefon. Oki?- zapytała pociągająco podnosząc brew. Już nic nie powiedziałem tylko twierdząco kiwnąłem głową i wręczyłem jej komórkę. Po chwili znaleźliśmy się w środku. Usiedliśmy z powrotem na swoje miejsca. Zaczęliśmy jeść. Przyjaciółka dalej grzebała mi w telefonie. Nie przeszkadzało mi to. Dalej byłem olśniony jej urokiem.
Po zjedzeniu posiłku, rozeszliśmy się we własne kierunki, oczywiście odprowadzając pannę.

wtorek, 3 marca 2015

To Survive #1

 Oke, ptysie. Naczynam nową serie To Survive. Hehehe xD Myśle że Wam się spodoba i zapraszam do czytania. :)
__________________________________________________________

 (...) Szłam jak zawsze w poniedziałki na miasto odprowadzić przyjaciółkę. Miał to być zwyczajny dzień. Nikt niczego się nie spodziewał, ale nagle niebo zaświeciło się na żółto. Zastanawiałyśmy się co to jest. Zauważyłyśmy kilka asteroid zbliżających się w naszym kierunku. Zaczełyśmy uciekać. Bałam się. Bałam się jak nigdy dotąd. Wiedziałam że nie mam szans. Wszyscy umrzemy. Zaczełam wierzyć we wszystkie bzdury, które słyszałam w telewizji.
-"Niedługo nastąpi koniec świata!" Lecz nie wierzyłam w nie, jak inni ludzie.
 Weszłam do pierwszych lepszych ścieków. Postanowiłam przeczekać. Płakałam. Jak miałam umierać to wolałam umierać z rodzicami. Bliskimi. Zaczełam odmawiać różaniec. Usłyszałam huk. (...)
 Obódziłam się. Byłam u siebie. Zaczełam się cieszyć. Że jestem z rodziną. Że to nie koniec.
-Kochanie. Dobrze się czujesz?- spytała troskliwa mama. Zaczełam płakać ze szczęścia, gdy usłyszałam ten głos. Nagle rzuciłam się na jej ramiona, mocno ją przytulając.
-Co? Tak. Miałam tylko koszmar.- odpowiedziałam dalej ją ściskając.
-Emilka już dzwoniła. Ubierz się i zejdź na śniadanie. Dziasiaj naleśniki.- powiedziała jak zawsze wesoło rodzicielka schodząc na dół.
-Okej. Pora wstać.- powiedziałam do siebie powoli wstawać z łóżka. Zdjełam pierwszą koszulę z szafki i wziełam dresy z fotela. W drodze do toalety rozmyślałam nad "snem" o dziwo był bardzo realistyczny. Aż za bardzo. (...) Gdy się przebrałam nałożyłam makijaż i zeszłam na śniadanie.
 -Mmmm naleśniki.- pomyślałam siadając na krzesło. Nałożyłam trzy naleśniki z nutellą i owocami i zabrałam się do jedzenia.
-To co Ci się śniło.-zapytał brat.
-Gówno. Nie bądź taki ciekawski. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.- odpowiedziałam chamsko. Nie chciałam tak powiedzieć. Zastanawiało mnie to że brat się o to pyta. Pierwszy raz się zdarzyło że Kuba się o coś mnie pyta. Po minie brata widać było że nie o to mu chodziło, ale nie miałam zamiaru opowiadać. Reszta śniadania minęła w ciszy. Po zjedzeniu poszłam się przebrać, bo przecież tak nie wyjdę. Jak zawsze ojciec oglądał telewizję, matka zmywała naczynia, a brat? Brat jak zwykle gdzieś poszedł.
-Stworzyłem właśnie maszynę do przekształcania ludzi w zombi.- powiedział jakiś głos z telewizji.
-Ludzi?- zapytał jakiś dziennikarz.
-Nie. Chciałem raczej powiedzieć szczątki po ludziach np. mięso itp.
Weszłam do pokoju. Miałam teraz dwie zagadki. Sen i te głosy z telewizji. Przebrałam się i wyszłam.
 __________________________________
I jak Wam się podoba? Jest ok? Czy go usunąć? A teraz kilka pytań do Was.
1.Czemu ten sen był realistyczny?
2.Czy brat coś ukrywa, że dopytuje się o sen?
3.Czy maszyna naukowca zadziała?
4.Jak myślicie, co będzie dalej?

Pamiętajcie że każdy komentarz mnie motywuje do dalszego działania.